ARTYKUŁY

Rafał Urys: Witaj Satyarthi, jesteśmy na Twoim Treningu Masażu Mięśniowo Powięźiowego w Kikowie, chciałbym Cię zapytać czym sie zajmujesz , oraz jekie jest Twoje zawodowe doświadczenie.

Satyarthi Peloquin: Zacząłem uczyć się masażu w Kalifornii ok. 1969 r. Kiedy trafiłem na pierwszy kurs masażu miałem 19 lat. Od razu wydało mi się to niezwykle interesujące. Ale wtedy też uczyłem się  tańca. Uczyłem się go odkąd miałem 14 lat z takim celem, żeby zostać profesjonalnym tancerzem. W wieku 19-20 lat zostałem profesjonalnym tancerzem. Dostałem się do grupy tanecznej African Jazz Company w San Francisco gdzie tańczyłem, uczyłem się i występowałem publicznie i gdzie kontynuowałem taniec. Po około roku przestało mi się to podobać. To było coś co chciałem robić, ale nie dawało mi spełnienia w taki sposób, na jaki miałem nadzieję. Dlatego odszedłem. Najpierw studiowałem terapię tańcem z Anne Halprin, która była faktycznie założycielką tego nurtu terapii przez taniec. Mieszkała w mojej okolicy. Była bardzo sławna w tamtym czasie. Wielu ludzi się u niej pojawiało. Studiowałem u niej ponad rok. I zacząłem robić nie przestawienia, ale rytuały. To coraz bardziej rozbudziło moje zainteresowania ciałem i tańcem jako sposobem poznawania siebie, jako sposobem dociekania i zadawania sobie samemu pytań (self-inquiry), tak naprawdę jako ścieżką duchową. Usłyszałem wtedy o Rolfingu i o Integracji Strukturalnej. Był wtedy rok 1971. Jak o tym usłyszałem, poszedłem na sesję Rolfingu i na ESIO. A dokładnie na 3 sesje. I pomyślałem sobie „Wow! To jest mój świat”. Naprawdę głęboko mnie to poruszyło. To nie jest tak, że to jakoś zmieniło moje ciało, ale w jakiś sposób wpłynęło na moją świadomość. To było bardzo, bardzo mocne. To spowodowało, że poczułem się bardziej na ziemi, bardziej ufny. To spowodowało, że zacząłem odczuwać więcej przyjemności, więcej przestrzeni, więcej wolności. Dało mi poczucie możliwości, że życie może się rozwijać, nie tylko na zewnątrz, ale też i wewnątrz. To był właściwie taki początek. To i Terapia Tańcem. To były moje poszukiwania. Następnie uczyłem się Integracji Posturalnej  u Jacka Paintera w 1971 r. w San Francisco. Odbyłem z nim 10 sesji. To naprawdę na mnie wpłynęło. Bardziej niż Rolfing, ponieważ ja byłem bardziej zaangażowany. To miało ogromny wpływ na moją świadomość i na mój przepływ energii. Poczułem, że moja energia zaczęła płynąć w taki sposób w jaki nigdy wcześniej nie płynęła. No i pomyślałem sobie, dobrze, nauczę się tej pracy. Od razu zacząłem dawanie sesji. To było w 1971 r. kiedy zacząłem dawać taki zestaw 10 profesjonalnych sesji Roflingu i 10 Integracji Postawy. Ale byłem bardzo ciekawy wszystkiego i chciał się dalej uczyć. Dawałem sesje, a sam zacząłem się uczyć akupunktury, anatomii i Shiatsu. Miałem nauczyciela, który był bardzo dobrym nauczycielem .To było tak, że mieszkałem we wspólnocie i uczyłem się u niego przez 6 miesięcy. On mnie lubił, a ja go lubiłem i zacząłem z nim podróżować, obserwowałem jak on uczy i zacząłem mu asystować. W ten sposób dojechałem do San Diego, a wtedy on mnie zostawił i powiedział mi, żebym ja zaczął uczyć. I zacząłem uczyć krótkich kursów tej metody, której on uczył: o anatomii akupunkturze, o Shiatsu i o Integracji Posturalnej, cały czas kontynuując terapię przez ciało / pracę z ciałem (bodywork). Miałem wtedy 23 – 24 lata. W Kalifornii to był istny renesans tego typu podejść. Tak naprawdę to był początek tego typu pracy. Wszystko zaczęło się w latach 1960, ale naprawdę rozkwitło na początku lat 1970. To było takie miejsce, gdzie wszystko się zaczęło. Miałem przed sobą wybór, bo nagle życie postanowiło zaoferować mi duży wybór. Byłem młody, pełen życia i byłem otwarty. Miałem wybór pomiędzy pójściem do szkoły dla naturopatów, uzyskaniem licencji naturopaty w stanie Kalifornia i uczeniem się pracy z ciałem (terapii przez ciało). Znałem właściciela szkoły. Zrobiłem u niego parę kursów. Zoferował mi bezpłatne szkolenie. A drugi mój wybór to był wyjazd z  Estaban Muhammed, moim nauczycielem akupunktury i anatomii, aby znów wyruszyć z nim w podróż. Też wtedy pojawił się w moim życiu Osho, nauczyciel. 
Wybrałem Osho. Na początku to nie było łatwe. Ale moja głęboka potrzeba prawdy wybrała Osho. A w jego wspólnocie były piękne kobiety i to też trochę pomogło. Ale kluczowa była ta głęboka tęsknota. Z Osho pojechałem do Puny. Byłem już po okresie nauki i pracowałem zawodowo. Kiedy spotkałem Osho powiedziałem mu, że chcę się zająć w jego wspólnocie sesjami Integracji Posturalnej , szkoleniem z Shiatsu. A on powiedział OK. W tamtym czasie w latach 1970tych powstało tam ogromne centrum rozwoju. Przyjechałem tam w 1976 r. Ogromne centrum rozwoju. Najlepsi terapeuci i ludzie pracujący z ciałem zjeżdżali tam z całego świata. Miałem wielkie szczęście być w tym środowisku Byłem bardzo arogancki. Myślałem, że wiem wszystko. Miałem taki rodzaj arogancji, której nie byłem w pełni świadomy. I Osho pracował nade mną w ten sposób, że generalnie obłupywał ze mnie te warstwy. Coś czego wtedy nie rozumiałem. Ale on obłupywał moje ego. A ja się uczyłem. A piękne było to, że była między nami terapeutami rywalizacja. Nie jakaś silna rywalizacja, ale coś takiego pomiędzy różnymi terapeutami i ludźmi pracującymi z ciałem w tej społeczności. Nikt nie pracował dla pieniędzy. Każdy pracował tylko, żeby być z Osho i we wspólnocie. Nie było rywalizacji o klientów i dlatego mnóstwo się tam nauczyłem. Zacząłem pracować z Rolferami, z Integratorami Postawy. Zacząłem z nimi uczyć. A podczas uczenia innych, sam się uczyłem. Integracja Posturalna była mi znana, ale uczyłem się niuansów Rolfingu. Integracja Strukturalna miała wiele niuansów. I tak się od nich uczyłem. Było tam wielu różnego typu uzdrowicieli neoreichowskich. Uczyłem się od jednej nauczycielki. Przychodziła na nasze szkolenia i przyprowadzała na nie mnóstwo ludzi. Nasze szkolenia trwały 4 miesiące, 120 dni. Osho powiedział nam, żebyśmy też zaprosili terapeutów, nie tylko ludzi pracujących z ciałem. Mówił, że bardzo ważne jest, żeby podczas szkolenia przechodzić przez terapię i żeby codziennie robić medytacje razem ze społecznością i podczas szkolenia. Tak, aby świadomość ludzi biorących w nim udział mogła się zmieniać w terapii. To też zmieniło pracę z ciałem, ale również zmieniło psychologiczną świadomość albo emocjonalną świadomość w terapii. Zajmowałem się tym w Puna 1, bo tak to się nazywało Puna 1, ponieważ to był pierwsze miejsce Osho w Punie. Zajmowałem się tym przy nim i stale się rozwijałem. To był jeden z najbardziej ekscytujących okresów w moim życiu. Rozwijałem się też w mojej medytacji, bo Osho był taki piękny i nigdy, oczywiście, nie spotkałem nikogo takiego. Uczyłem się dużo o sobie przez medytację i zrozumienie, którego on uczył. Osho był takim świetnym mówcą. Był niezwykle inteligentnym człowiekiem. On się dzielił, a ja się uczyłem. Uczyłem się jak być przyjacielem i jak być w bliskim kontakcie z ludźmi, ponieważ wspólnota wytwarzała taką bliskość. Dlatego jak pracuję z ludźmi i jak przeprowadzam indywidualne sesje, mogę to wnieść z całym zrozumieniem tego. Dlatego wtedy się właśnie nauczyłem, przez te 6 lat, to było zasadniczo 6 lat, naprawdę wiele się nauczyłem. Też nauczyłem się wiele technicznie, ponieważ byli tam nauczyciele Techniki Aleksandra, byli tam kręgarze, osteopaci, byli różnego rodzaju uzdrowiciele, ludzie pracujący z energią i oczywiście byli rolferzy. Byli też terapeuci i ludzie pracujący z emocjami. Oczywiście wszyscy uczyli się od siebie nawzajem. Osho też wtedy mówił, że najlepszym sposobem wykonywania pracy z ciałem jest posiadanie tego szerokiego zrozumienia. Dlatego kiedy przychodzili do mnie ludzie, mogłem z nimi pracować z tym co było dla nich właściwe, bez narzucania im jakiejś jednej metody, co trochę miało miejsce w przypadku Rolfingu i Integracji Posturalnej – coś jak przepis na 10 sesji. Jeśli się miało czas ułożyć sobie takie 10 sesji. A Osho mówił nie pracujcie w ten sposób. Po prostu reagujcie na to co się pojawia w danym człowieku, rodzaj dotyku, różne rodzaje uczuć. Także uczenie jest niekończący się procesem, taką lekcją trwającą całe życie. Czasami dochodziło do przełomów. Nowe możliwości zaczynały się otwierać. A główną rzeczą w tego typu nauczaniu jest posiadanie pasji do tej pracy. Kiedy jest się zaangażowanym wtedy wszystko się pojawia. A moja energia była w tym tak głęboko, że to wszystko tworzyło spójną całość. Ale to jest zrozumienie wielowymiarowe, tak jak człowiek. Wielowymiarowy człowiek. Jest w nas tak wiele części nas samych. Ciało. Kiedy pracujemy z ciałem mam wielką świadomość, że wykonuję pracę na ciele fizycznym i głęboką pracę na stawach, i jest tam też ciało emocjonalne i ciało energetyczne. Również dotykam go i nawiązuje z nim kontakt kiedy podczas wykonywania głębokiej pracy na ciele również skupiam się na ciele emocjonalnym i psychologicznym czy energetycznym. Wspiera to tą osobę w otwarciu podczas sesji takich części siebie i dzięki temu praca staje się holistyczna. 

Rafał Urys: Chciałbym Cię zapytać czego uczysz nas podczas tego treningu w Kikowie, oraz o rozwinięcie na temat kolejnych modułów tego cztero częściowego treningu dla terapeutów masażu.

Satyarthi: Tutaj w Polsce uczę na szkoleniu, które składa się z 4 modułów, 20 dni szkoleniowych. W rezultacie szkolę terapeutów tego co nazywam Myofascial Energetic Release. Myofascia – oznacza mięśnie i powięź, tkankę łączną i układ powięziowy. Też w jaki sposób pracować z symptomami w ciele w sposób holistyczny. Jako terapeuta ciała (osoba pracująca z ciałem) albo masażysta często czujesz, że ludzie czują się niedowartościowani, kiedy ludzie przychodzą z bólem lędźwi, bólem pleców, szyi czy kolana, czują się niedowartościowani. Nie wiedzą co zrobić. Doświadczają kolosalnego bólu i to jest część tego całego przemysłu, w który jesteśmy wprzężeni. Ludzie przychodzą na sesje, żeby wyjść z bólu. Ja uczę na tym bardzo wszechstronnym szkoleniu jak pracować z symptomami bólu w całym ciele. W każdym module pokazuję inny aspekt tej pracy. W głębokiej pracy z ciałem, pracuję na powięzi i uczę jak z nią pracować palcami, łokciem, wierzchem dłoni, kościami dłoni i stopami. Uczę wspierania rozciągania, które wywodzi się z masaży ajurwedyjskich, w których się rozciąga drugą osobę poprzez 36 różnych sposobów rozciągania ciała, co zwiększa zakres ruchu klienta. Uczę też jak powiększać ruchomość ciała poprzez kręgosłup, poprzez biodra, poprzez stopy, szyję i ramiona. W trakcie kursu uczę jak edukować klienta w zakresie rozluźniania powięzi, co jest naturalną, wrodzoną zdolnością człowieka do przywracania sobie samemu zdrowia. To jest ta moc uzdrawiania w każdym z nas, która budzi w ludziach chęć poruszania się jak kot, rozciągania się, jak dzikie zwierzę w dżungli. To jest tak jak Ty się rozciągasz z rana po obudzeniu bez myślenia i też pozwalasz swojemu autonomicznemu układowi nerwowemu, żeby sam uwalniał napięcie uzdrawiając się poprzez ruch w ciele i obudzenie ruchu tam, gdzie nie było ruchu. To jest łagodny i bardzo mocny sposób uwalniania całego układu powięziowego i wprowadzania do niego ruchu w przyjemny sposób. Oprócz tego uczę rozumienia psychosomatycznego i emocjonalnego jak pracować z uczuciami. Uczę pięciu takich kluczowych sposób pracy z uczuciami. Przede wszystkim, żeby nie patrzeć na uczucia jak na problem. One nie są problemem do rozwiązania. Uczucia to uczucia. W jaki sposób zauważyć uczucia jak się pojawiają, jak najwcześniej. Zobaczyć gdzie one są i wyłapać je szybko. Też znaleźć znaczenie fizyczne, które ze sobą niosą. Jak pracuję na przeponie, to uczę jak trzymając palce na przeponie je poczuć. Kiedy pojawiają się uczucia, to co to dla Ciebie oznacza, kiedy czujesz, że trzymam tam palce. Jak to jest kiedy Cię tu dotykam. Jakie to ma znaczenie w ciele, fizyczne znaczenie. A inna rzecz, to podążanie za spontanicznym zachowaniem. I też jak słuchać. Spontaniczne zachowanie oznacza, jak coś się zaczyna spontanicznie poruszać zmienia się oddech, albo poruszane zostają emocje. Jak coś takiego się wydarza, najlepiej od razu to zauważyć, odnotować, powiedzieć o tym i być z tym obecnym. Dlatego w moim szkoleniu uzdrowiciel czy terapeuta pracy z ciałem pracuje razem z klientem w tzw. dwójce uczącej się. Chodzi o to, że nie pracuje się na kliencie i klient nie tylko przyjmuje zabieg, ale uczymy klienta, motywujemy go jak może brać czynny udział w sesji i jak potem to kontynuować w domu. Również w jaki sposób wykonywać tą pracę samemu w domu poprzez medytację, poprzez relaksowanie się, poprzez oddech. Uczę ludzi jak pracować z ludźmi i też jak pomóc ludziom pozbywać się bólu i następnie wziąć za to odpowiedzialność. Bo ostatecznie tą osobą, która jest odpowiedzialna za nie dopuszczanie do pojawienia się bólu w swoim ciele jest ostatecznie klient. Przynajmniej można go do tego motywować. Pod tym względem to jest inne podejście do pracy z ciałem w stosunku do tego, w którym ludzie są przyzwyczajeni po prostu do położenia się na stole masażowym i przyjmowania sesji. OK. Klient się kładzie i przyjmuje. Ale również na ile klient może uczestniczyć w sesji. W związku z tym to jest inne podejście. Uczę również jak prowadzić rozmowę z klientem podczas sesji, jak zadawać właściwe pytania, jak skierować świadomość na oddech, na dotyk, jak zwiększać fizyczną świadomość „felt sense”. Mógłbym uczyć o wiele więcej. 20 dni to jest dobra długość szkolenia. Ale też kiedyś uczyłem na szkoleniach, które trwały 120 dni i wtedy mogłem wnieść dużo więcej. Ale w takiej formie czuję, że to podejście naprawdę uczy ludzi holistycznego podejścia, jak uwalniać powięź, jak ją integrować na całym ciele.

Rafał Urys: Podczas wielu lat doświadczeń nauczyłeś się wielu technik masażu , ale dodatkowo masz duże doświadczenie w pracy z emocjami I duchowością, medytacjami. Czy myślisz że to jest kluczem w pomaganiu innym pozbyć się schorzeń, taka aby pracować z ciałem I umysłem równolegle?

Satyarthi Peloquin: Myślę, że każda osoba pracująca z ciałem, która praktykuje pracę z ciałem od dłuższego czasu zaczyna włączać do swojej pracy inne metody, ponieważ widzi, że to jest absolutnie niezbędne, aby móc pracować z człowiekiem bardziej holistycznie. To co mam na myśli mówiąc holistycznie, tzn. skutecznie pracować z różnymi częściami człowieka. Określiliśmy różne systemy, różne obszary pracy takie jak Rolfing, Integracja Posturalna, Głęboka Praca z Ciałem. To jest jeden z obszarów pracy, na którym się skupiam, kiedy pracuję, ale mam również świadomość, że jest potrzeba uczenia się pracy ze stawami, i w związku z tym zacząłem to robić. Zacząłem pracować ze stawami, nie tylko z tkanką miękką, ale również z kośćmi i stawami. Nauczyłem się metod wyzwalania: kręgarstwa, osteopatii, która współdziała z ustawianiem kręgosłupa, ruchami kręgosłupa i nastawianiem go. Jest wiele różnych szkół. Był taki szkocki osteopata, który należał do społeczności skupionej wokół Osho. Pracowałem wtedy w tamtejszym centrum medycznym. Mieliśmy wielkie centrum medyczne. To było osobne centrum, do którego przychodzili ludzie. Było tam wszystko. Pracowałem tam z ludźmi w bólu, tak jak on. I on po prostu zaczął mnie uczyć. To było bardzo interesujące. Bardzo dużo mnie nauczył na temat nastawień kręgosłupa przez te parę lat. Nauczyłem się od niego nastawiania kręgosłupa, a potem uczyłem się szczegółów. Studiowałem z różnymi ludźmi. Naprawdę rozwinąłem tę umiejętność i to jest piękne narzędzie do głębokiej pracy z ludźmi. Też uwalnianie stawowe, którym się wcześniej dzieliłem. To piękne móc poznać narzędzie jak nastawiać ponownie kręgosłup. Fryzjerzy w Indiach obcinają włosy za 2 euro. A następnie nastawiają Ci szyję nawet bez pytania Ciebie. Jest dużo lęku i strachu wokół podania się temu, uczenia się nastawiania i wykonywania go. Ale kiedy się widzi tych ludzi jak oni to robią, to oni o tym nie myślą. Więc to nie jest takie niebezpieczne. Ja już tego nie uczę. Praca z emocjami, to jest coś co mnie bardzo interesuje w odniesieniu do głębokiej pracy z ciałem, pracy na powięzi. Ponieważ emocje są w naszej anatomii. Bardzo głęboko. Są częścią anatomii. A układ powięziowy, to tkanka łączna, która oplata wszystkie części ciała. Każda tkanka ciała na swoje opakowanie, taką skórę z tkanki łącznej. A zewnętrzna warstwa, to powierzchowna powięź zaraz pod skórą w warstwie podskórnej. Potrafi być bardzo mocna. Kiedy próbuję się ją naciągnąć podczas sekcji zwłok, nie rozrywa się. Jest tak mocna jak skóra. To z czego ludzie nie zadają sobie sprawy, to to że jest to tkanka unerwiona i unaczyniona. Jakość powierzchownej powięzi charakteryzuje się, że jest ona bardzo ciasna. Ma dużo nerwów i jest bardzo wrażliwa na ból. Dużo bólu, który pojawia się w ciele, pochodzi z powierzchownej warstwy. Tak jak powięź lędźwiowa. W skurczach powięzi i skurczach mięśni, które ona otacza i w które wnika, są emocjonalne wzorce przytrzymania: stłumiona wściekłość, stłumiony lęk, stłumiony smutek, stłumiona radość, a stłumione uczucie jest w nieświadomości. Nasza kultura jest zasadniczo,… my wszyscy, wszystkie kultury, bo przecież podróżowałem po całym świecie, wszystkie kultury nauczyły się, że emocje i uczucia nie są ok. Też tego, że negatywne uczucia są problemem. Jeśli masz negatywne uczucia, to coś jest z Tobą nie tak. W ten sposób osądzany samych siebie. W rezultacie nie dopuszczany tego do wyjścia na zewnątrz, do wyrażenia. Nie pozwalamy sobie nawet na mówienie o tym za bardzo. Dlatego to wchodzi w ciało, ponieważ to miejsce, którym czujemy to właśnie ciało. Nie będziemy mieli uczuć, jeśli nie będziemy mieli ciała. Wiemy, że jesteśmy smutni, ponieważ czujemy to w klatce piersiowej. I wiemy, że jesteśmy wściekli, bo czujemy to w plecach i ramionach, w klatce i w szyi. To jest określone odczucia z ciała, które mówi nam, że to jest wściekłość, a to jest smutek. A to jest lęk. Sposób, w jaki zatrzymujemy uczucia, to tłumienie uczuć przez odcinanie się ciała. Znieczulasz ciało, a ciało drętwieje. Traci swoje odczucia, swoją świadomość. W takim odrętwiałym stanie mięśnie i powięź mogą się bardzo naprężać pod wpływem stresu fizycznego czy emocjonalnego. Poprzez stres w pracy, poprzez stres samotności, w relacjach, ogólnie w życiu. Bycie człowiekiem na tej Ziemi już nim jest, jest próbą ogarnięcia tego. Nie czujemy tego, nie czujemy jak bardzo nasze ciało trzyma się tego, ponieważ odcinamy się od niego tak, żeby nie czuć żadnych uczuć. A dość szybko robimy się spięci, jak to widać u wielu ludzi. I ludzie tego nawet nie czują. Ich ciała nie mają w sobie życia, nie mają blasku, nie mają uczucia. W tej pracy z ciałem, której uczę i którą wykonuję, wszystko zaczyna się od przebudzenia odczuć z ciała, przebudzenia głębokiego czucia w ciele, zaczyna się od dotykania tych psychosomatycznych wzorców emocjonalnego trzymania. Uwalnianie powięzi, rozluźnianie mięśni pozwala na przebudzenie się ciała i dzięki temu więcej czujemy. A ból, którego ludzie doświadczają w lędźwiach, w kręgosłupie, w szyi, kolanach i w cieśni nadgarstka, w łokciu, nadgarstku czy w ręce. Wszystkie te symptomy bólowe, wszystkie migreny, na które cierpią ludzie i te symptomy bólowe, które nie przechodzą. W moim rozumieniu przyczyną bólu jest chroniczny skurcz układu powięziowego ciała. 

Rafał Urys: Chciałbym Cię prosić abyś rozwinął zagadnienie I zdefiniował czym jest praca z ciałem , oraz psychosomatyka, które w Polsce są moim zdaniem błędnie rozumiane.

Satyarthi Peloquin: Praca z ciałem jest terapią manualną. To jest terapia dotykiem. Istnieje bardzo wiele różnych stylów pracy z ciałem. I nowe style pracy cały czas się pojawiają. Pojawiają się nowe, ponieważ to jest właśnie renesans. Ale to jest uwalnianie ciała, energii ciała, układu mięśniowego i powięziowego. Też praca z kośćmi i stawami. To jest praca na bezpośrednim doświadczeniu. Masaż jest tym samym, ale praca z ciałem jest troszkę inna od masażu. Jest bardziej na powierzchni ciała, a masaż głębokich tkanek jest głębszy. Praca z ciałem wnosi bardziej terapeutyczne zrozumienie, że następuje wielka zmiana w strukturze ciała. Jak ciało jest ukształtowane, jak przywrócić mu właściwą pozycję. Tutaj jest zmiana we wzorcu ruchu, jak w Metodzie Feldenkrais, zmiana jest w układzie nerwowym. Albo w Technice Aleksandra. Wprowadzamy nowe metody czucia własnego ciała, wyczuwania swojego ciała poprzez obrazy, poprzez wydłużanie ciała przez kręgosłup i przez głowę. To Technika Aleksandra, której uczyłem się wiele lat. Poprzez ogólną pracę ze stawami i delikatniejszą pracę ze stawami scala układ kostny i układ nerwowy ciała. Są różne style pracy, ale wszystko to to praca manualna. Wykonywana na stole. Oczywiście jest też Shiatsu, techniki ayurwedyjskie i masaż tajski wykonywamy na podłodze. Tak, jest wiele stylów pracy. Jest też praca z energią, która jest trochę inna. Taka jak  Polarity Therapy – bardzo delikatna praca z ciałem, pracuje z system energii ciała. 
Pojęcie psychosomatyczne polega na zrozumieniu, że umysł tworzy problemy fizyczne. Ja tak do tego podchodzę. Kiedy człowiek przychodzi do mnie np. z bólem lędźwi, w większości przypadków to jest psychologiczny wzorzec przytrzymania, który wchodzi w lędźwie czy w szyję. W około 80% przypadków tak to jest. To jest psychosomatyczne w sensie tłumienia emocji, a umysł ma system przekonań albo mechanizm broniący się przed uczuciem i nie pozwoli na odczucie uczucia, kiedy ono się pojawia. W rezultacie ciało odcina się. Napięcie się buduje do tego poziomu, że przejawia się jako ból. A ból może być niezwykle ostry. Ale u podstawy tego, jest przyczyna psychosomatyczna. To wpływ umysłu faktycznie tworzy problem. Problem nie jest realny. Ale to umysł tworzy skurcze i tworzy ból. Tak samo jest z wrzodem żołądka czy z zapaleniem okrężnicy, które umysł kreuje poprzez lęk, wstyd i tłumienie energii i uczuć. Tworzy w ten sposób tyle zatrzymania w układzie powięziowym, że to zatrzymanie zaburza funkcjonowanie tych organów. W okrężnicy, w żołądku i w związku z tym ludzie chorują na zapalenie okrężnicy i na wrzody żołądka albo na migreny czy bóle głowy. Przyczyna jest psychosomatyczna. 

Rafał Urys: Czy myślisz że umysł kreuje cały ból który odczuwamy w ciele?

Satyarthi: To dobre pytanie. Nie, nie sądzę, że umysł to wszystko wytwarza. Nie. Myślę, że czasami przydarzają się wypadki, można ulec kontuzji, traumatycznemu fizycznemu uszkodzeniu ciała i to może spowodować zaciśnięcie wszystkiego. Można sobie zwichnąć kostkę, zerwać więzadło i mieć kłopoty ze stawami. Można mieć też problemy z dyskiem, mając świadomość, że dysk też wywołuje ból. I pewnie tak się dzieje. I to wszystko się bardzo dokłada do powstania bólu. 
Coś więcej na temat spojrzenia psychosomatycznego na fizyczny ból w ciele. W końcu lat 1980tych i na początku 1990tych przez okres 6 lat Life Magazine czy Time Magazine pokazał, że występowanie syndromu cieśni nadgarstka, który jest w nadgarstku i w ręce syndromu zwiększyło się w Ameryce o 400 %. 400% To jest ogromna liczba. Dlaczego? To nie chodziło tylko o powtarzający się stres, że coraz więcej ludzi zaczynało używać komputerów. Kiedy pracuje się na komputerze czy męczy ci się nadgarstek. Nie. Męczy się, jeśli piszesz na maszynie do pisania. 
Na maszynie do pisania mógłby ci się nadwyrężyć nadgarstek. A tak nie. Co to w takim razie było? To była psychosomatyka. To była masowa hipnoza. U ludzi zaczął się pojawiać syndrom cieśni nadgarstka i to stało się powszechną chorobą. Ponieważ pojawiało się to u wielu ludzi, to inni też zaczynali to odczuwać. Tak samo jest z bólem lędźwi. Analizowałem badania pokazujące jak ból lędźwi rósł w przeliczeniu na 1 mieszkańca. Ja się urodziłem w 1952 r. i jak dorastałem ból lędźwi nie był taki powszechny. A teraz jest tak, że 80% ludzi doświadcza bólu lędźwi raz w roku, a wcześniej się tak nie działo. Teraz ból lędźwi jest epidemią. Ogromną. Dlaczego? To jest masowa hipnoza. Ludzie przyznają się do bólu lędźwi zamiast przyznać się, że się boją albo, że są smutni albo samotni, tylko somatyzują to w ciele i doświadczają bólu lędźwi. I część tego zjawiska to jest masowa hipnoza. Trudno jest to zrozumieć. Ale ja tego doświadczyłem poprzez pracę z ludźmi, jak wielu ludzi w dzisiejszych czasach ulega hipnozie i doświadcza takich skurczy i w rezultacie bólu. I ta hipnoza jest psychosomatyczna. 

Rafał Urys: Podczas tego treningu uczysz nas jak pracować z ciałem innej osoby ale także uczysz nas medytacji, tańca, pokazujesz jak pracować z naszymi własnymi ciałami, oraz jak bardzo istotne jest zrozumienie własnego ciała zanim będziemy mogli pracować z ciałami innych, czy to jest ważne?

Satyarthi Peloquin: Jest takie stare powiedzenie, uzdrowicielu, uzdrów się sam. Tylko jeśli pracujemy nad samymi sobą stajemy się bardziej świadomi, jesteśmy bardziej świadomi swojego ciała, jesteśmy bardziej zmysłowi, bardziej pełni życia, bardziej promienni, bardziej płynni, bardziej ruchomi poprzez taniec, poprzez medytację dynamiczną, poprzez oddech, poprzez ciszę. Jeśli nie pracujemy nad samymi sobą, to będziemy mechanikami. Możemy być dobrymi mechanikami w pracy z ludźmi, możemy mieć opanowaną metodę, ale nie mamy tej kochającej obecności, która jest potrzebna do wykonywania naprawdę dobrej pracy. Moje rozumienie i to czego się nauczyłem jest takie, że bardzo ważne jest nauczenie się techniki i rozwinięcia jak najbardziej mistrzowskiej techniki, naprawdę na ile to możliwe, a następnie jak się już zaczyna docierać do tego zrozumienia techniki, to co przechodzi przez człowieka, to jest ta kochająca obecność, namiętna obecność, to jest też cisza, też twoja pasja, manifestacja życia poprzez Ciebie, to połączenie z innymi ludźmi na poziomie serca. To jest to co się przebija i to jest to co wpływa na ludzi, albo to jest to co najbardziej na nich wpływa bardziej niż technika. Ale trzeba się nauczyć techniki. Nie ma tutaj drogi na skróty. Potrzebny jest dostęp do tych dwóch jakości. Znam terapeutów ciała (bodyworkerów), którzy są świetnymi technikami, poczułem ich technikę, ale nie zostałem przez nich dotknięty. Coś się zmieniło w moim ciele (po pracy z nimi), ale nie zostałem nakarmiony w taki sam sposób czy dotknięty w taki sposób. Mam na myśli dotyk czującego, kochającego mężczyznę lub kobietę. Byłem dotykany przez ludzi, którzy nie mają żadnej techniki, ale mieli wspaniałe ręce i mieli bardzo kochającą obecność. I jak mnie masowali byłem bardziej poruszony. Osho zwykł mówić, że 90 % pracy z ciałem (terapii przez ciało) czy masażu, to kochająca obecność, a 10 % to technika. Trudno się tego słucha terapeutom pracy z ciałem i masażystom. Dla mnie to też przez długi czas było trudne. Ale na moich szkoleniach uczę bardzo dużo techniki. Włączam w nie medytację dynamiczną albo taniec. Wprowadzam rozluźnianie ciała jako sposób na poruszanie ciałem. Uczę tego jako techniki, ale również jako sposób wejścia ponownie w swoje ciało. 
 
Rafał Urys: Czyli najpierw miłość, potem technika? 

Satyarthi Peloquin: Tak, najpierw miłość, potem technika. 
Ale najpierw też uczenie się techniki i też uczenie się jak kochać siebie i jak kochać innych ludzi. 

Rafał Urys: Dziękuję za wywiad.

Satyarthi Peloquin: Również dziękuję za wywiad.